Mrs. Robinson

Pamiętam, kiedy po raz pierwszy obejrzałam ”Absolwenta” i szczęka mi opadła na widok Mrs. Robbinson.

Ta kobieta, pod względem charakteru, wyrachowania, nawet, kurwa, mimiki, tak bardzo przypomniała mi babska, z którymi musiałam się użerać na co dzień, jak i od święta, jak i podczas przypadkowych spotkań gdziekolwiek, bo są na każdym kroku. W szkołach, w rodzinach, w pracy. Są nauczycielkami, matkami, babkami, ciotkami, szefowymi.

Jest taki typ. Najczęściej lata świetności mają za sobą, albo właśnie trwa ich przepoczwarzanie się. Można ich rozpoznać po wiecznie skwaszonych minkach, wzdętych usteczkach, perłowych konturówkach i stukocie obcasów. Często są rozwódkami, nie dziwota, bo nie wiem jaki normalny mężczyzna byłby w stanie z nimi wytrzymać, jedyne wyjście to podporządkowanie się.

Te kobiety uważają, że są absolutnie najmądrzejsze i zawsze mają rację. Gdyby miały chuja, to właśnie w nim byłoby odmienne zdanie innych ludzi. Uwielbiają pomiatać młodszymi dziewczynami, bo przecież skoro ktoś jest młodszy, to automatycznie głupszy. Są paskudnie opryskliwe i złośliwe. Największą przyjemność sprawia im wytykanie błędów. Opanowały sztukę wbijania szpileczek do perfekcji, wiedzą, w jaki sposób ukuć najboleśniej. Wybierają sobie ofiary, bo widzą, kto jest wrażliwy i niepewny siebie, a nad takimi jednostkami można pastwić się do woli. Jakim człowiekiem trzeba być, żeby ignorować czyjeś łzy?

Zachodzę w głowę, co musi się stać w czyimś życiu, żeby zgorzknieć do tego stopnia. Czy to jest kwestia jakiś traum i należy im współczuć, czy po prostu wredny charakter i brak jakiekolwiek pracy nad kontrolowaniem swoich emocji typu gniew, zazdrość, żal. Czy te babska darzą swoje ofiary taką nienawiścią, bo zazdroszczą im urody? Młodości? Możliwości uniknięcia popełnionych przez nich błędów? Miłości?

Staram sobie jakoś tłumaczyć te zachowania, racjonalizować je i szukać logicznych wyjaśnień, ale czasami po prostu się nie da. Można szukać usprawiedliwień różnych kwestii, ale nie można usprawiedliwić czyjejś długotrwałej złośliwości, wiecznej krytyki pozbawionej konstruktywności, bezustannego poniżania i plucia jadem.

Po latach styczności z takimi kobietami, nadal reaguję na nie emocjonalnie i często się unoszę. Chciałabym mieć w sobie tyle cierpliwości, żeby z takich spotkań wychodzić niezruszona niczym jezioro w bezwietrzny dzień i spokojna niczym różowy kwiat jebanego lotosu. Chciałabym, żeby więcej młodych dziewczyn, jak najszybciej rozróżniało z kim mają do czynienia i chciałabym, żeby wiedziały, że zdanie takich toksycznych kobiet nic nie znaczy.