Odmienne perspektywy

Uwielbiam oglądać filmy (i czytać książki) po kilka razy, wracać do nich i patrzeć na nie z innej perspektywy. Intryguje mnie fakt, jak bardzo może zmienić się odbiór danej fabuły, wątku czy postaci, pod wpływem płynącego czasu, nabytych doświadczeń czy poznanych ludzi.

To ciekawe o tyle, że wiele filmów obejrzałam bardzo wcześnie, nie wiedząc jeszcze za wiele o świecie i dzięki odmiennym interpretacjom na przestrzeni lat, mogę się przyjrzeć sama sobie. W dalszej części spojlery, także ostrzegam.

”The Help” (2011)

Źródło: pinterest.com

Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy oglądałam ”The Help”, byłam zrozpaczona, kiedy Sceeter zerwała ze swoim chłopakiem, w momencie, kiedy ten opacznie zinterpretował przesłanie jej reportażu, ignorując całą jej pracę i wysiłek włożony w napisanie go. Było mi szkoda, że taka z nich była piękna para i że nie dali rady jakoś całej tej kwestii przepracować, tylko tak gwałtownie się rozstali.

Minęło parę lat i kiedy ponownie zobaczyłam tę scenę, jedyne co mogłam zrobić, to bić brawo głównej bohaterce, że się nie patyczkowała, tylko skurczybyka posłała do diabłów, bo to najlepsze rozwiązanie. Bo, po pierwsze, zorientowałam się, że tego kwiatu jest pół światu, i nawet jeśli jeden z tych kwiatków wydaje się najcudniejszy i najwspanialszy, to wydaje się takim tylko do momentu, kiedy nie zdobędzie się nieco większej perspektywy i nie uświadomi sobie, że na świecie jest 3,5 miliarda innych, a wśród nich statystycznie musi znaleźć się chociaż kilkunastu idealnie dopasowanych do nas okazów. Po drugie, przekonałam się, że są w życiu takie momenty, kiedy okazanie totalnego braku zrozumienia, ba, nawet braku jakichkolwiek chęci zrozumienia przez bliską osobę, eksponuje różnice w postrzeganiu rzeczywistości do tego stopnia, że kwestionuje sens całej relacji. I czasami po prostu nie ma innego, równie drastycznego, co wyzwalającego, sposobu niż spalenie mostów i pójście przed siebie, w poszukiwaniu nieznanego.

”500 days of Summer” (2009)

Źródło: www.wallpaperflare.com

Kolejnym obrazem, na który spojrzałam już chyba z każdej możliwej perspektywy, jest ”500 days of Summer”. Na samym początku szczerze współczułam Tomowi, gotowemu na największe poświęcenia i całkowicie oddanemu Summer, że trafił na rozchwianą emocjonalnie laskę, która kompletnie nie jest w stanie docenić jego starań. Teraz wiem, że nikt w tej historii nie był czarnym charakterem i nie demonizuję głównej bohaterki, bo ona wyraźnie komunikowała, czego chce, a czego nie chce i to wina różowych i romantycznych soczewek Toma, że tak długo widział w niej tylko to, co chciał widzieć. Że stworzył we własnej głowie pozbawiony wad związek, który miał trwać wiecznie, bez uwzględnienia podejścia i perspektywy Summer.

”Absolwent” (1967)

Źródło: 4filmblog.blogspot.com

Innym filmem jest ”Absolwent”. Pamiętam, że kiedy oglądałam go po raz pierwszy, za cholerę nie rozumiałam, czemu właściwie zakończenie przepełnione jest taką goryczą, czemu musi być tak słodko-gorzkie, skoro wszystko przebiegło koniec końców pomyślnie i główni zakochani odjeżdżają razem w siną dal. I znowu, musiał minąć czas, żebym dostrzegła, ilu wyrzeczeń, pewnie nie do końca uświadomionych, które stopniowo uderzyły znienacka, kosztowała ich ta decyzja.

Uwielbiam zestawianie ze sobą tak odmiennych wniosków i obserwowanie, jak bardzo można zmienić zdanie na dany temat. Trzeba mieć tylko otwartą głowę, na tyle, na ile w danym momencie się da.