Seriale, które bawią mnie do łez

Są seriale, które mogę oglądać bez końca. Uwielbiam przedstawiony w nich punkt widzenia i trafne obserwacje i spostrzeżenia dotyczące otaczającego nas świata i jego niekończących się absurdów i paranoi. Dzisiaj pierwsza porcja.

”Dolina Krzemowa”

Perypetie programistycznych świrków z Kalifornii, którzy zmagają się z licznymi przeciwnościami losu, następującymi po sobie jedna po drugiej. Richard, wiecznie zestresowany otaczającymi go ludźmi wizjoner. Erlich, rozbrajający megaloman usiłujący udowodnić swoją wartość wszystkim dookoła. Dinesh, kulturalny i pomysłowy klepacz kodu, wiecznie spierający się z Gilfoylem, zbuntowanym satanistą. Jared, mistrz organizacji cierpiący na szereg niezdiagnozowanych zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych – z nim identyfikuję się najbardziej.  Oni kontra reszta świata.

”The Office”

Dunder Mifflin. Mały oddział wielkiej korporacji produkującej papier. Jeden narcystyczny, lecz w głębi duszy spragniony akceptacji szef. Kilkunastu pracowników, tych samych od wielu lat. Tysiące powiązań i koneksji między nimi. Milion wspólnie dzielonych wspomnień. Każdy z bohaterów ma zupełnie inną osobowość, temperament i perspektywę. Bardzo szanuję format, bo mockumenty, czyli mocno satyryczne paradokumenty to jeden z moich ulubionych gatunków (np. ”Co robimy w ukryciu?”, ”Borat” lub w wersja sci-fi ”Dystrykt 9”). Fenomenalny montaż, realistyczny, pełen nagłych zbliżeń idealnie oddaje emocje i nastrój. Ujęcia prezentujące mimikę poszczególnych postaci są bezcenne, tak samo jak gra aktorska wszystkich bohaterów.

Dr House

Nad Housem to się nie muszę zbytnio rozwodzić, bo ten majstersztyk jest powszechnie znany. Uwielbiam go przede wszystkim za ilość wiedzy, jaką można z niego czerpać.  Zarówno na temat ludzkiego organizmu i rozmaitych chorób, jak i na temat ludzkich charakterów i ich złożoności. Dialogi są cudowne, idealnie trafiają w moje poczucie humoru. Darzę go wielkim sentymentem. Oglądałam sezon za sezonem, będąc w gimnazjum i pamiętam ile nocy spędziłam wlepiając wzrok w ekran, kiedy wszyscy dookoła spali. Postać Cameron była dla mnie wzorem, bardzo mnie inspirowała. Pamiętam, jak cieszyłam się, kiedy Cuddy i House… No ale sami wiecie, nie będę spoilerowała.

Część dalsza nastąpi, kolejnym razem wymienię ulubione polskie produkcje.

A Wy, co oglądacie i na czym płaczecie ze śmiechu?