Błędy wychowawcze

Uprzedzając komentarze, tak, oczywiście, że każde moje słowo wypowiedziane w temacie wychowania dzieci jest gówno warte, bo dopóki nie mam swoich to gówno wiem.

Odpowiadam więc, gówno prawda.

Mam oczy i mózg, więc widzę i myślę. Nawet nie mając własnych dzieci, na przykładzie ludzi, z którymi miałam styczność, jestem w stanie zauważyć jakie błędy popełniają niektórzy rodzice i jak poważne w skutkach niosą one konsekwencje. Mam też świadomość, że podczas wychowywania dzieci nie da się kompletnie wyeliminować potknięć. Błędów nie popełnia jedynie ten, kto nic nie robi. Jednak część z nich da się chociaż odrobinę zminimalizować, zamiast powielać i przekazywać schematy z pokolenia na pokolenie, w bez zmiennej przez tyle lat formie. O tym, czy mi uda się ich uniknąć, dowiem się pewnie za jakieś 25 lat, jeśli moja córka zacznie pisać bloga. 

1. Nadopiekuńczość
Nadmierna troska może wyrządzić wielką krzywdę kładącą się cieniem na całe życie i skutkuje uzależnieniem od siebie dzieci i pozbawieniem ich samodzielności. Wychowanie pod kloszem powoduje wiele trudności w momencie zderzenia się z brutalną, niekiedy, rzeczywistością, bo nagle okazuje się, że świat nie jest taki idealny i bezpieczny jak ten wykreowany przez rodziców. 

2. Władczość
Przetrzymywane pociech w domach, bo mają siedzieć i się uczyć, a nie się szlajać po imprezach, bo ojciec albo matka pełnią w domu funkcję pana i władcy, może skutkować dzikim szaleństwem, jeśli takie dziecko w końcu zerwie się ze smyczy. Ewentualnie wiecznym lękiem przed ściągnięciem na siebie furii tatusia lub mamusi. Po co wychować skoro można wytresować, co nie? 

3. Wszechwiedza
Mamy XXI wiek, a ja znam przypadek związku zaaranżowanego przez rodziców. Kiedy rodzice najlepiej wiedzą kto się nadaje dla ich córki czy syna, mogą skazać własne dziecko na męczenie się z jakimś kompletnie niedopasowanym debilem, ale za to bogatym, a przecież pieniądze są w życiu najważniejsze.

4. Manipulowanie 
Niewinne doradzanie, takie z rodzaju ”Nic nie sugeruję, ale na twoim miejscu…”. Na studiach spotkałam wiele osób, które zostały na dany kierunek dosłownie wepchnięte, przez kochających, chcących jak najlepiej rodziców. Kompletnie nie pasowały osobowością, no ale to przecież nic nie szkodzi, do każdych warunków da się przystosować, co nie? Najważniejsze, żeby móc się pochwalić, że dzieciak kroczy ścieżką rodzinnych tradycji albo studiuje coś prestiżowego. Prawo, medycyna, architektura. Córciu, synku, masz wybór. Prawo, medycyna, architektura. Wszędzie sobie poradzisz. Prawo, medycyna, architektura. Wybierz coś. Dopóki będziesz to studiować, będziesz miał/a wszystko. Pieniądze, auto, mieszkanie. Rzucisz? Nic nie dostaniesz i zostaniesz nikim. Prawo, medycyna, architektura. Decyzja podjęta?

5. Złote zasady, na których skonstruowany jest Wszechświat (lub Wieloświat) 
Powtarzane z dziada pradziada. To nic, że czasy się zmieniły, jak wszystko nadal takie samo i pewnie zasady są niezmienne, prawda? Byle tylko ludzie nic nie powiedzieli i konwenans został nienaruszony.

5. 1 Chłopak taki, jaki podoba się nam, a nie tobie. 
5.2 Studia mają być skończone i bez gadania.
5.3 Wspólne mieszkanie tylko po ślubie.
5.4 Ślub tylko kościelny.
5.5 Dziecko dopiero po ślubie. Kościelnym. 

Jest mi niezmiernie przykro, obserwując dzieci, a czasem dorosłych już ludzi, którzy żyją w Matrixie stworzonym przez własnych rodziców. Ślepo wierzących w każde ich słowo, nie kwestionujących ani jednego ich zdania. Bojących się zaprotestować i przeciwstawić, bo to może skutkować albo ściągnięciem na siebie gniewu, albo odcięciem od finansowej złotej żyły. A czasami nie chodzi o żaden lęk, część z nich po prostu nie widzi w takim stylu życia nic złego. Matrix.