Prawda w portrecie

Trzy dni. Dwanaście dziewczyn. Każda inna, a łączyło nas jedno. Wrażliwość na otaczający nas świat.

Na warsztaty fotograficzne prowadzone przez wspaniałą Anitę Suchocką (anitasuchocka.com) czekałam odkąd się tylko o nich dowiedziałam, czyli od początku grudnia. Wiedziałam, że absolutnie nie ma opcji, żebym w nich nie uczestniczyła, bo twórczość Anity podziwiam już od dłuższego czasu i bardzo inspiruje mnie do działania i do odważnego życia według własnych zasad.

Kiedyś, jako mała dziewczynka, wkręciłam się w blogosferę i śledziłam koleje losu dziewczyn prowadzących blogi, które imponowały mi stylem pisania i stylem życia. Zaczęło się od Szafy Sztywniary, Weroniki Załazińskiej (dawniej Raspberry and Red), Venili Kostis, Miss Ferreiry i Joanny Glogazy (kiedyś Styledigger). W tle przemykała też Anita pod pseudonimem Aifie, z którą ten wywiad przyświecał mi przyszłość, w której zostawałam fotografką ślubną. 

Anita tak samo jak pięknie zaklina chwile w kadrach, tak samo cudownie chwyta nieuchwytne w słowach. Kiedy byłam młodsza, teksty które pisała wydawałby mi się przepełnione zbyt dużą ilością malowniczych ozdobników, jednak im starsza jestem tym więcej rozumiem i z dużo większą łatwością czytam między wierszami.

Równie ciekawe było poznawanie tajników haftowania ujawnione przez niepowstrzymaną Lilu (lilu2art.pl), która ze swojej niecodziennej pasji uczyniła sposób na życie. 

Spotkałyśmy się wszystkie w Pokrzywniku, magicznym miejscu nieopodal Jeleniej Góry. Strony Dolnego Śląska są mi bardzo bliskie, panuje tam bardzo specyficzny klimat. Mam wrażenie, że to co niedostrzegalne czai się tam za każdym samotnym drzewem i za każdym murem starej, ceglanej poniemieckiej zabudowy.

Pensjonat, w którym odbywały się warsztaty jest prowadzony przez cudowne małżeństwo Anity i Stefana. To miejsce na skraju lasu, niczym wyrwane z książek, pełne miłości, ciepła i spokoju. Tutaj prowadzona przez nich strona oraz Instagram.

To były cudowne trzy dni wypełnione wzajemnym zrozumieniem, pasją i ciekawością. Poznałam cudowne dziewczyny, które swoimi pięknymi oczami wnikliwie spoglądają na świat i widzą to, co dostrzega niewiele ludzi. Przywiozłam ze sobą cenną wiedzę, fantastyczne wspomnienia, dobrą energię i przepiękne zdjęcia.

Mam też przeczucie, że nawiązane znajomości będą trwać długo i już nie mogę doczekać się przyszłych wspólnych sesji. Najbardziej zżyłam się z Olą (timrillphotography.com), Kasią  (www.secretsister.pl)  i Agnieszką (@żywehistorie),  z którymi wymieniłam się wieloma ciekawymi spostrzeżeniami, nie tylko tymi dotyczącymi fotografii. Zupełnie nieoczekiwanie, w bonusie otrzymałam również rozwikłanie moich objawów stresu pourazowego, w postaci traumy, gdy okazało się, że na pokładzie była psychotraumatolożka, właśnie w postaci Agi. 

Przepraszam też Was wszystkich za moją chaotyczność i emocjonalność i generalnie lekką niestabilność, ale to był jeden z najbogatszych w bodźce i wrażenia, tygodni w moim życiu.
Rozpoczął się od rzucenia trzeciego z rzędu kierunku studiów i pobiegnięcia z uczelni prosto na dworzec na pociąg do Krk. Później z Krk wprost przejechałam wprost do Poznania, a przez to, że zatraciłam poczucie czasu podczas wystawy Wyspiańskiego, spóźniłam się na pociąg i pojechałam kolejnym, dzięki czemu w przedziale poznałam fantastyczną Basię. Następnie z Poznania kierunek Pokrzywnik przez Wrocław, łącznie z nocą spędzoną na dworcu, bo przeznaczony mi pociąg odjechał beze mnie i nadal nie wiem jak to się stało. A na koniec z powrotem do Łodzi, gdzie czekała kolejna przygoda.

Czułam się jeszcze bardziej zdjęta z karuzeli niż zazwyczaj i w takich euforycznych chwilach kontrola emocji schodzi u mnie na dalszy plan, bo sama za sobą ledwo nadążam, a wszystko to co się dzieje wokół bezustannie przetwarzam i mam wrażenie, że fotografowanie i nagrywanie tego wszystkiego pozwala mi to wszystko porządkować we własnej głowie, a do zarejestrowanych chwil mogę później wielokrotnie powracać. Ale uczę się panować nad tym twórczym szaleństwem, bo zdaję sobie sprawę, że mogę być męcząca i irytująca z bieganiem dookoła i wtykaniem aparatu gdzie się tylko da.

Bardzo miło było mi Was wszystkie poznać i bardzo Wam dziękuję!