Dlaczego rzuciłam prawo?

Fot. Ewela, październik 2018

Prawo wybrałam z braku laku i lepszego pomysłu, bo podczas mojego kryzysu egzystencjalnego w pełnym rozkwicie doszłam do całkowicie błędnego wniosku, że nie nadaję się do niczego innego, niż do podążania rodzinną ścieżką. Prawo rzuciłam, zanim tak naprawdę się zaczęło się na dobre, bo po pierwszym semestrze. Nie żałuję tej decyzji, bo wiem, że kompletnie tam nie pasowałam. 

Prawo w świadomości części ludzi nadal zakodowane jest, jako kierunek, od którego bije prestiżowy złoty blask. Specyficzną atmosferę czuć od razu po wejściu na wydział, zwłaszcza w momencie, kiedy ktoś, kogo zna się z widzenia od wielu lat, uda, że cię zna i minie cię bez słowa, bo nie ma żadnego interesu w znajomości z tobą, a więc nie ma też po co strzępić ryja. Logiczne. Ale to chyba cecha, która dotyczy wszystkich, wielce prestiżowych miejsc, że między innymi, lgną do nich ludzie wyrachowani i skoncentrowani na swoim celu. 

Młodzi adepci prawa na Uniwersytecie Łódzkim, w pierwszej kolejności stykają się z następującymi przedmiotami:
historia powszechna, na której temat się nie wypowiem, bo ani razu nie byłam na wykładach,
historia prawa i państwa polskiego, byłam na trzech wykładach i chociaż wykładowczyni nie mam nic do zarzucenia, to jednak tematyka ta jest tak odległa mojemu sercu, że za każdym razem umierałam z nudów, 
wstęp do prawoznawstwa, byłam dwa razy, wykłady nudne jak flaki z olejem, pozbawione jakiegokolwiek ładu i składu, nic tam nie było usystematyzowane,
logika, mój ulubiony przedmiot, jest to nauka sensowna i przydatna w życiu codziennym,
łacina, język bardzo logiczny, jej postawy przydają się podczas zgłębiania tajemnic wielu innych nauk, dlatego nie żałuję ani jednej godziny spędzonej na ćwiczeniach.

Przedstawiam powody, dla których radośnie wybiegłam z WPiA w podskokach i już nigdy tam nie wrócę. Jednocześnie podkreślam, bo znowu ktoś poczuje się dotknięty, że jak najbardziej może się tak poczuć, jeśli jest bucem i sra wyżej niż dupę ma, bo uważa, że studiowanie prawa to nobilitacja, a bycie prawnikiem to zaszczyt. Jeśli natomiast ktoś jest rozsądnie myślącym człowiekiem, który po prostu daną dziedziną się interesuje, to pewnie w ogóle nie poczuje się zbulwersowany faktem, że ktoś może mieć odmienną opinię na temat tych elitarnych studiów i tego cenionego zawodu.

1. Nuda
Nuda, nuda, nudaaaaaaaaaaaaaa.

2. Papiery
Papiery, papiery, wszędzie pełno papierów. Pozy, poświadczenia, protokoły. Wysokie prawdopodobieństwo zawieruszenia gdzieś najistotniejszych dokumentów. Poprawki, parafki, podpisy. Niejednokrotnie spędzają sny z powiek. 

3. Prestiż
Środowisko prawnicze pełne jest prestiżowych ludzi sukcesu, którym od hajsu odbiła szajba, istnieje więc ryzyko rozlania kwasów, jeśli wjedzie się w drogę człowiekowi dążącemu do trupach do celu.

4. Praca z ludźmi
Praca z ludźmi należy do wybitnie trudnych, bo ludzie bywają wybitnie trudni. Upierdliwi, niezadowoleni, wkurwieni. Wiele spraw, z którymi przychodzą do prawników to sprawy wzbudzające wiele negatywnych emocji, a więc chcąc nie chcąc, nawet taki notariusz uczestniczy w wielu awanturach o spadki.

5. Stres
Wszystkie powyższe czynniki często powodują napięcie, presję i stres, a niekiedy palącą potrzebę odreagowywania na innych.

Bycie prawnikiem ma też niewątpliwie wiele zalet, zwłaszcza bycie prawnikiem dobrym i uczciwym, a takich jest niestety niewielu i nadal muszą się oni użerać z prawnikami z ciemnej strony mocy, pazernymi na prestiż i hajs. Ja do takich ludzi nie mam ani siły, ani cierpliwości. Dlaczego za każdym razem kiedy mijam Wydział Prawa i Administracji, cieszę się, że moja noga już nigdy tam nie stanie.