Życie dla pieniędzy

Fot. Sandi, Jatrzębia Góra, lipiec 2017

Pieniądze. Hajs. Mamona. Money, money, money.

Ja znowu poświęcam czas i myśli tej kontrowersyjnej kwestii, ale pewne rzeczy po prostu nie mieszczą mi się w głowie. Nie ogarniam postępowania pewnych ludzi. Znam osoby, które żyją dla zarabiania, a ich jedyną pasją jest praca, ewentualnie zakupy. Jedyne co ich napędza to banknoty. Ich hobby to przeliczanie pieniążków i przelewanie ich z konta na konto. Ich celem jest zgromadzenie jak największej sumy. I o ile mam jeszcze trochę szacunku do ludzi, którzy z tego hajsu korzystają i żyją życiem intensywnie bogatym, w doznania, przygody i podróże, tak ludzi, którzy tylko i wyłącznie oszczędzają, nie zrozumiem nigdy. No na cholerę odkładać hajs, bez wyposażenia się w jakąkolwiek wiedzę ekonomiczną, ignorując totalnie pojęcie inflacji? Już lepiej kupić sztaby złota, złoto nie traci na wartości.

Ja rozumiem, że poduszka finansowa jest szalenie istotna i zapewnia poczucie bezpieczeństwa, zwłaszcza w sytuacjach losowych i sama dążę do jej zgromadzenia. Ale oszczędzanie dla oszczędzania? No na chuj? Żeby później, niby przypadkiem, w rozmowie, wymsknęło się ile pieniążków mamy? Żeby żyć życiem żebraka? Żeby cały hajs pakować w dom albo w hobbistyczne starocie i jednocześnie nigdy nie zabrać własnych dzieciaków na zagraniczne wakacje, żeby zobaczyły odrobinę świata?

Nie znoszę też wścibskiego zaglądania do portfela. Słuchania w kółko o tym nieszczęsnym wynajmie, że bezsensu, bo część ludzi po prostu nie jest w stanie przeżyć, że ktoś wydaje pieniądze, na coś, na co oni sami chcieli by wydać, ale ich zakodowane skąpstwo im na to nie pozwala. No to żyjcie sobie w swoich klitkach betonowych, albo wszyscy rodzinnie, małżeństwa z rodzicami z i z teściami na jednej kupie, chociaż Was to wkurwia, proszę bardzo. Chujowo, ale stabilnie.  Jeśli ktoś nie jest w stanie pojąć schematu:

estetyczne otoczenie -> zajebiste samopoczucie -> większa kreatywność -> więcej pomysłów na biznes
-> więcej hajsu, który w przyszłości pozwoli na zakup nieruchomości

no to bardzo mi przykro i pozostaje mi jedynie współczuć zamkniętej głowy, bo może hajs się zgadza, ale ubóstwo mentalne odciska się piętnem na jakości życia.*

Nie żyję dla pieniędzy, bo pieniądze same w sobie szczęścia nie dają. Dają za to poczucie bezpieczeństwa i niemal nieograniczone możliwości.

*I dodaję po publikacji, że podkreślam, nie mam przecież na celu atakowania każdej oszczędzającej osoby, bo to byłaby głupota i hipokryzja, mam na myśli jedynie ludzi, których skrajne skąpstwo negatywnie rzutuje na ludzi wokół nich i którzy niemal rwą się do zarządzania pieniędzmi innych. Nie bojkotuję również domów, w których mieszka kilka pokoleń, bo zdaję sobie sprawę, że istnieją rodziny, których członkowie są ze sobą zżyci i ich wzajemne towarzystwo im odpowiada, za to piszę o ludziach, którzy wiecznie narzekają na rodziców albo na teściów, ale jednocześnie żyją sobie wygodnie pod ich dachem. Mam serdecznie dosyć pouczania mnie jak mam żyć, bo ja swoją opinię spisuję i wszem i wobec puszczam w eter, dzielę się jedynie moimi przemyśleniami, a anegdoty i historie, które przytaczam są autentyczne, ale nie ujawniam niczyich danych i nie prawię nieustannie nikomu kazań bezpośrednio, ani nie plotkuję za cudzymi plecami, tak jak robi parę osób w moim otoczeniu.